
Z lekką zadyszką przedstawiam mój wianek jeszcze w kwietniu:)
Wyzwanie to było niemałe. Po przejrzeniu setek internetowych wianków nie mogłam się zupełnie zdecydować za który się wziąć.
Z tego też względu nie zakupiłam żadnych materiałów.
A tymczasem wielkimi krokami zbliżała się Wielkanoc i związany z nią wyjazdowy zawrót głowy. A obiecałam sobie, że przed Wielkanocą wreszcie złożę zalegający doktorat. I wydziergam siostrzenicom jakieś zwierzaki. Obietnic tych dotrzymałam, ale wianek w polu został.
Po powrocie z ojczyzny już się prawie poddałam, bo Wielkanoc za nami, na jajka i kurczaki trochę późno;) i co tu zrobić.
Po powrocie i zupełnie desperacko wzięłam do ręki styropianowe kółko i zaczęłam zawijać...
Z tego co tam miałam pod ręką czyli z zielonego i w kratkę powstała baza do wianka i wyglądała raczej nudno.
Przydały by się jeszcze jakieś kwiatki, pomyślałam, ale nie miałam w swej kolekcji żadnych zdecydowanych kolorów.
Nagle wzrok mój wpadł na jeden z materiałów zdobiony w pstrokate koła.
Zaczęłam je sobie wycinać i po kolei wyrabiać kwiatki według tego
wzoru.
Kwiatki zostały przyszpilone do podstawy a zamiast guzików przykleiłam im filcowe środki.
Sesja zdjęciowa w wieczornym ogrodzie zdecydowanie dodaję mu uroku, ale w sumie muszę przyznać, że po serii mieszanych uczuć, polubiłam swój wytwór i może go nawet gdzieś powieszę.
Do zobaczenia w maju:)